czwartek, 25 lipca 2013

ROZ.3 :)

Dojechałyśmy pod nasz dom z Bobem, następnie weszłyśmy do środka. Pobiegłam do łazienki w której się zamknęłam.Byłam cała w łzach, miałam już dość tego wszystkiego, najlepiej byłoby od tego uciec, skończyć to, zakończyć życie, ale Lena i Amanda, nie mogę je zostawić, załamały by się. 
Więc zostało mi tylko to-myślałam biorąc żyletkę do dłoni.Spojrzałam na nią, usiadłam na ziemi i szybkim ruchem przejechałam po nadgarstku, po czym wykonałam jeszcze jeden ten sam ruch.Mały przyrząd odłożyłam na bok, ale gdy pomyślałam o tym wszystkim, to ponownie go wzięłam i silniej przejechałam po starych bliznach...
Łzy spływały łącząc się z krwią.
Otaczała mnie niewielka kałuża, wstałam, otarłam twarz ręcznikiem, pościerałam podłogę. Wyszłam z łazienki i dołączyłam się do dziewczyn.
-perspektywa Amandy
Boże...biedna Sandra, mi i Lenie też nie jest łatwo, ale musimy być silne, musimy być dla siebie wsparciem....Tylko Sandra, ona jest taka wrażliwa, to ją wykańcza. Tak strasznie się o nią martwię, tak bardzo ją kocham, nie chcę by coś jej się stało.
No tak, wyszła z łazienki, usiadła koło nas.
-pokaż-mówiłam chwytając jej ręce-Sandra co to ma być!Nam też jest ciężko, ale zrozum musimy się wspierać, a ty co robisz?-krzyczałam do niej widząc widoczne rany na nadgarstkach-a zresztą rób sobie co chcesz-dokończyłam i wyszłam z kuchni.
-perspektywa Sandry
Dlaczego ja muszę tak cierpieć...Dlaczego to wszystko moja wina... I jeszcze Amanda... Co jej się stało....wiem że nie powinnam tego robić, ale nie musiała tak na mnie się wydzierać.
-nie przejmuj się-powiedziała Lena przytulając mnie
-dziękuje-odpowiedziałam odwzajemniając uścisk i poszłam do góry.
-perspektywa Leny
Amanda ma rację, ale nie musiała tak traktować Sandry. Pójdę do niej.
Weszłam do pokoju Amandy. 
Ona siedziała na łóżku i płakała. Podeszłam do niej
-Amanda co się stało -zapytałan siadając obok
-nie powinnam tak krzyczeć na Sandrę, przecież wiem jaka ona jest wrażliwa, chciałam tylko jej dobra, pójdę ją przeprosić-mówiła przez łzy
-to dobry pomysł-odpowiedziałam
-perspektywa Sandry
Weszłam do pokoju, rozpłakałam się, moja psychika już tego nie wytrzymała, spojrzałam na te rany, na zdjęcia z dziewczynami...


wzięłam torbe, zapakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, wyszłam na balkon, i zeszłam na ziemię, przebiegłam przez trawnik i wyszłam na ulicę. Przeszłam przez światła i ruszyłam w niewiadomą stronę.
Co ze mną będzie gdy Don mnie odnajdzie, przecież on mnie zabije..., gdzie ja się teraz ukryję...-myślałam
-perspektywa Amandy
Weszłam z Leną do pokoju Sandry
-Sandra bo ja chciałam....-przerwałam gdy zobaczyłam że nikogo nie ma.
-gdzie ona jest?-zapytałam Leny
-zobacz kartka-mówiła Lena biorąc mały papierek do rąk
"Dziewczyny, przepraszam.Kocham was.Wasza Sandra..."-odczytała Lena
Ja usiadłam na łóżku i się rozpłakałam
-to wszystko moja wina...-mówiłam przez łzy
-Amanda, przestań, znajdziemy ją-pocieszała mnie Lena
Nagle ktoś zawołam z dołu.
Zeszłyśmy na dół, to był Bob
-dziewczyny szef was wzywa, a gdzie Sandra-pytał
-niewiemy-odpowiedziała Lena
-ale jak to nie wiecie?-pytał zdiwiony Bob
-zobacz-podałam mu kartkę od Sandry
-ale jak to, co jej odbiło, przecież jak Don ją znajdzie to będzie po niej-mówił zdenerwowany szofer-dobra jedziemy do biura-dokończył cichym głosem

3 komentarze: