sobota, 16 listopada 2013

ROZ. 6 :)

-Perspektywa Amandy
Siedzieliśmy w salonie ...ci chłopcy naprawdę są naszymi aniołami...oni nam pomogli...
-Może pójdę zobaczyć co u Sandry- przerwałam myśli
-To ja pójdę z tobą- powiedziała Lena wstając z krzesła
Ruszyłyśmy w stronę schodów, po chwili byłyśmy przed drzwiami Sandry, otworzyłam drzwi i weszłyśmy do środka
-Chyba śpi-wyszeptała Lena-ale posiedźmy chwilę przy niej-dokończyła
Przybliżyłyśmy się do niej, coś mnie zaniepokoiło, miała sine usta i była strasznie blada...spojrzałam na Lenę, a ona na mnie...i wtedy spostrzegłyśmy małe opakowanie leżące obok Sandry.....wtedy do nas dotarło co zrobiła ! Ale dlaczego?
-S-A-N-D-R-A !-wykrzyczałyśmy wybuchając płaczem 

-Perspektywa Zayna
Myślałem o tej dziewczynie z niebieskimi oczami z tym anielskim uśmiechem, gdy nagle usłyszałem przeraźliwy krzyk...
Razem z chłopakami natychmiast pobiegliśmy do pokoju, ale to co tam zobaczyłem rozbiło moje serce na milion małych kawałeczków.
Przy łóżku klęczały zalane łzami dziewczyny trzymając Sandrę za rękę.
Dotarło do mnie co się stało!
Łzy napłynęły mi do oczu, gdy podszedłem do łóżka, spłynęły po policzkach...
Ona....leżała na łóżku...jeszcze nigdy nie czułem takiego wewnętrznego bólu...
Nim się spostrzegłem do pokoju weszło 3 mężczyzn którzy zajeli się Sandrą...po czym wypowiedziane ich słowa 'zabieramy ją do szpitala'...
Byłem jakiś nieobecny, to wszystko tak szybko się działo...poczułem tylko gdy któryś z chłopaków szarpnął mnie za rękaw...po czym zbiegliśmy na dół i ruszyliśmy samochodem do szpitala...przed oczami cały czas miałem, tą bezbronną dziewczynę która miała sine usta.
-perspektywa Nialla
To były minuty...
Znaleźliśmy się w korytarzy szpitalnym, na samą myśl...że ona...coś rozdzierało mnie od środka.
Spojrzałem na chłopców...ich czerwone oczy...przepełnione smutkiem, z których wypływały łzy, jeszcze bardziej mnie dobijały.
-dlaczego? dlaczego?-powtarzała Lena 

Wyszedł lekarz...wszyscy wstali i z nadzieją wpatrywali się w niego...on tylko pokiwał głową
-nie...nie, NIE, N-I-E  ! To nie może być prawda!-wypowiedziała Amanda zanosząc się łzami
Wszystkim tylko jedna myśl przeszła przez głowę...lecz lekarz oznajmił-Nie jest źle, ale dobrze też nie jest! Udało nam się. Ale to były sekundy...naprawdę było blisko śmierci...ale możecie odetchnąć z ulgą, wasza przyjaciółka będzie żyć, ale będzie potrzebowała waszego wsparcia. Oczywiście sprawę trzeba zgłosić na policję gdyż znaleźliśmy liczne ślady pobicia.
·Wszyscy zaniemówiliśmy, nasze uczucia były mieszane·
-Coś się stało?-spytał zaniepokojony lekarz
-A czy możemy ją zobaczyć?-zapytała Lena
-Obecnie jej stan nie jest najlepszy, ale gdy przewieziemy ją na sale to owszem, wtedy napewno się obudzi. A teraz to tak tylko 2 minutki i koniec. Sami rozumiecie.
-Oczywiście-zgodziliśmy się, i z pełnym zapałem ruszyliśmy za lekarzem.
Spostrzegliśmy przez szklane drzwi Sandrę
-Możemy tam wejść?-zapytałem
-Nie, ale gdy będzie na innej sali to z pewnością-odpowiedział lekarz
Wszyscy wpatrywaliśmy się w dziewczynę podpiętą do dużej ilości narządów.
-Boże ona żyje! Żyje!-wypowiedziała Amanda przytulając Liama. Po czym oznajmiła
-Dziękuję wam
-Tak ja też. Dziękujemy-dodała Lena ocierając łzy

sobota, 27 lipca 2013

ROZ.5 :)

-perspektywa Harrego
Byliśmy u dziewczyn, były zalane łzami, z wielkim trudem opowiedziały nam o swoim dotychczasowym życiu, boże.....co one przeżyły, co przeżywają.
A to wszystko przez tego Dona, a myśmy mieli z nim podpisać kontrakt....kto wie, może z nami zrobiłby to samo...
Gdy pomyślałem o Sandrze, łzy cisłnęły mi się do oczu...ale dlaczego mi na niej tak zależy, przecież jej wogóle nie znam...
-Harry!? Jesteś-zapytał Niall
-yyy...tak jestem jestem
-perspektywa Sandry
Samochód się zatrzymał, wyciągnęli mnie z bagażnika...po chwili poczułam, że leżę na podłodze...rozejrzałam się dookoła, rozpoznałam to miejsce, tutaj przeżywałam najcięższe chwile, tutaj mnie bito.
I właśnie na demną stanął "on", ten przez którego mam zmarnowane życie, mowa o Donie
-witaj Sandra, miło było na wycieczce?-zapytał z uśmieszkiem i kopnął mnie w brzuch (nie jeden raz)-jak pytam to się odpowiada-dokończył i wymierzył mi parzystą liczbę ciosów w twarz
-odwieźdzcie ją do domu-rozkazał ochroniarzom
...
Gdy dojechaliśmy pod dom, oni rzucili mną o ziemię, i odjechali. Chciałam się podnieść, ale nie dałam rady, miałam ogromny ból całego ciała...doczołgałam się po woli do drzwi, które ledwo otworzyłam...
-perspektywa Zayna
Zastanawialiśmy się co robić, mieliśmy mało czasu...
Nagle drzwi się otwarły, nie wierzę, moim oczom ukazała się Sandra, byłem szczęśliwy że się odnalazła, ale jej stan...mnie wykańczał, ona była taka bezbronna...
Na jej widok wszyscy wstaliśmy i podeszłyśmy do niej, dziewczyny chciały ją przytulić, ale ona tylko syknęła z bólu.
Położyliśmy ją na kanapie, obmyliśmy rany, nie mogliśmy jej zawieść do szpitala, to byłby jej koniec, bo jej szef...
Żadne z nas nie miało odwagi nic mówić, o nic pytać, otoczyliśmy ją kółkiem i byliśmy w nią wpatrzeni
-perspektywa Sandr
Gdy już otworzyłam te drzwi, odetchnęłam z ulgą, wiedziałam że znajdę tu pomoc, nie myliłam się, dziewczyny i chłopcy się mną zajeli. Dziwiła mnie tylko obecność tych pięciu chłopców, skądś ich kojarzyłam, a zwłaszcza jednego, który miał kręcone włosy.
Zapadła cisza, czasami było słychać płacz dziewczyn...miałam ochotę się rozpłakać, ale nie mogłam przy nich
-chcę do pokoju, mojego-powiedziałam ściszonym głosem
-to ja cię zaniosę-odezwał się któryś z chłopaków, po czym wziął mnie delikatnie na ręce, po chwili Lena otworzyła drzwi do mojego pokoju, a chłopak położył mnie na łóżku
-dziękuje-zwróciłam się do niego, teraz dopiero zauważyłam jaki jest przystojny, miał ciemne włosy i oczy-chcę zostać sama-powiedziałam patrząc w suwit.
Drzwi się zamknęły, wyjęłam z szuflady małe opakowanie tabletek, nasypałam parę na ręke
A więc, nadszedł czas końca mojego życia, nie mam siły dalej żyć na tym świecie, raczej "w tym świecie" dzie pełno zła, przemocy...
Jeżeli mam być tak bita, i się okaleczać, to wolę to zakończyć od razu. Widziałam jak Amanda i Lena przeze mnie cierpią, nie chcę być dla nich problemem, kocham je...ale będę z nimi, gdy odejdę na ten drugi świat-lepszy, kocham je...jestem też wdzięczna tym chłopcom, nie znam ich, ale mają dobre serce...
Mam nadzieję, że nikogo nie skrzywdziłam i że odejdę w spokoju....
I wtedy zażyłam garść tabletek, ocierając łzy
"ŻEGNAJCIE"-wyszeptałam zamykając oczy...

piątek, 26 lipca 2013

ROZ.4 :)

-perspektywa Leny
Dojechałyśmy pod budynek. Amanda ledwo powstrzymywała łzy.
Przeszłyśmy przez długi korytarz i weszłyśmy zza czarne drzwi, nawet nie pukając.
Oczywiście za biurkiem siedział on...ten potwór przez którego cierpimy.
Ale na krzesłach siedziało pięciu chłopaków, tych samych co kiedyś spotkałyśmy.
Na nasz widok wstali
-poznajcie się-powiedział Don wskazując na chłopców, a ci się przedstawili....no, Louis ponownie
-zaraz, zaraz a gdzie nasza kochana Sandra?-zapytał mężczyzna zza biurka.
Spojrzałam na Amandę, ona na mnie...
-gdzie Sandra?!-zapytał ponownie wstając z krzesła-pytam ostatni raz!!!-podszedł do nas
-uwolniła się od ciebie...w końcu!-wykrzyczałam mu....nie wierzę że to zrobiłam, postawiłam się mu, ale on jak zwykle podniósł ręke, chciał mnie uderzyć, ale spostrzegł że nie jesteśmy sami, przecież są świadkowie.
Opuścił dłoń, uśmiechnął sie do chłopców i sięgnął po telefon.
-Znajdzie mi Sandrę, natychmiast!!!-wykrzyczał do słuchawki, po czym poprawił krawat i zwrócił się do chłopców-porozmawiajmy o szczegółach
-yyy, może przy kolejnym spotkaniu, teraz nam się spieszy, mam nakład pracy-mówił Louis wstając z krzesła, a za nim reszta
-nooo..., dobrze-zgodził się niechętnie Don, po czym podał chłopcom dłoń, a ci wyszli
-a wy co? Wynocha!-zwrócił się do nas
-perspektywa Zayna
Boże co za człowiek, jak on może je tak traktować, już rozumiem dlaczego ta Sandra tak płakała. On je bije....on niema uczuć? Dobrze że wyszliśmy z tego biura
-nie możemy tego tak zostawić, musimy im pomóc-oznajmił Louis
Z budynku wyszły dziewczyny, podeszliśmy do nich
-chcemy wam pomóc,i odnaleźć Sandrę, za nim zrobi to Don-mówił Liam do zapłakanych dziewczyn
-ale kim wy wogóle jesteście?Dlaczego chcecie nam pomóc?-zapytała dziewczyna o długich ciemnych włosach(Lena)
-jesteśmy zespołem który miał z wami nagrać płytę, ale niema czasu na wyjaśnienia, wsiadajcie do samochodu musimy odnaleźć Sandrę-postanowił Lou
-perspektywa Sandry
Chodziłam po jakiś ciemnych uliczkach, nie miałam już siły, usiadłam przy jakimś śmietniku na rogu budynku
-perspektywa Harrego
Jeździliśmy od jakiś 3 h w poszukiwaniu Sandry, nigdzie jej nie było.Dziewczyny z każdą minutą były coraz bardziej zrozpaczone
-co tam się dzieje?-zapytał Louis zatrzymując samochód
-perspektywa Sandry
Otworzyłam oczy, widocznie zasnęłam. Zobaczyłam nad sobą trzech mocno zbudowanych mężczyzn...strasznie się przestraszyłam
-witaj Sandra-powiedział jeden chwytając mnie za włosy, wtedy zorientowałam się, że to ochroniarze jego-Dona
-ała! Puść to boli!!!

-zachciało ci się ucieczki to teraz masz-mówił uderzając mnie w twarz-już tego nie powtórzysz-dokończył kopiąc mnie w brzuch
-perspektywa Harrego
Louis zauważył coś niepokojącego
-boże to ona! To Sandra!-krzyczała Amanda
-przecież oni ją zabiją-dokończyła Lena zanosząc się płaczem
Nie mogłem do tego dopuścić, wybiegłem z samochodu
-perspektywa Sandry
Czułam jak po twarzy spływa mi krew, czułam jak strasznie boli mnie brzuch, to był taki straszny ból !!!
Zobaczyłam na faceta który mnie pobił, miał uniesioną dłoń, wiedziałam że ten cios mnie zabije...zamknęłam oczy, po chwili otworzyłam, zobaczyłam gdy jakiś chłopak pokonał go, lecz ich było trzech, a on jeden,tamci dwaj, zaatakowali go, nie miał szans.
W ich stronę zmierzało jeszcze pare sylwetek, jeden z ochroniarzy Dona wziął mnie na ręce i zamknął w bagażniku, po czym odjechaliśmy
-perspektywa Louisa
Harry wybiegł z auta, "sam", podbiegł do mężczyzny który katował Sandrę i go pokonał, lecz koledzy mięśniaka położyli go, wybiegliśmy jak najszybciej z samochodu z pomocą Harremu i Sandrze, lecz było już za późno, Sandrę zabrali a Harry leżał na ziemi
-Harry żyjesz?-zapytałem go
On wstał udając że nic mu nie jest
-ja żyje, ale z Sandrą jest źle, gdybyście widzieli ją z bliska, była cała we krwi, próbowałem jej pomóc, ale nie mogłem, jestem beznadziejny - Harremu po policzku spłynęły łzy
-przestań, zrobiłeś co mogłeś, teraz musimy pomyśleć co dalej-powiedziałem.
Postanowiliśmy że pojedziemy do dziewczyn, tam się "naradzimy"

czwartek, 25 lipca 2013

ROZ.3 :)

Dojechałyśmy pod nasz dom z Bobem, następnie weszłyśmy do środka. Pobiegłam do łazienki w której się zamknęłam.Byłam cała w łzach, miałam już dość tego wszystkiego, najlepiej byłoby od tego uciec, skończyć to, zakończyć życie, ale Lena i Amanda, nie mogę je zostawić, załamały by się. 
Więc zostało mi tylko to-myślałam biorąc żyletkę do dłoni.Spojrzałam na nią, usiadłam na ziemi i szybkim ruchem przejechałam po nadgarstku, po czym wykonałam jeszcze jeden ten sam ruch.Mały przyrząd odłożyłam na bok, ale gdy pomyślałam o tym wszystkim, to ponownie go wzięłam i silniej przejechałam po starych bliznach...
Łzy spływały łącząc się z krwią.
Otaczała mnie niewielka kałuża, wstałam, otarłam twarz ręcznikiem, pościerałam podłogę. Wyszłam z łazienki i dołączyłam się do dziewczyn.
-perspektywa Amandy
Boże...biedna Sandra, mi i Lenie też nie jest łatwo, ale musimy być silne, musimy być dla siebie wsparciem....Tylko Sandra, ona jest taka wrażliwa, to ją wykańcza. Tak strasznie się o nią martwię, tak bardzo ją kocham, nie chcę by coś jej się stało.
No tak, wyszła z łazienki, usiadła koło nas.
-pokaż-mówiłam chwytając jej ręce-Sandra co to ma być!Nam też jest ciężko, ale zrozum musimy się wspierać, a ty co robisz?-krzyczałam do niej widząc widoczne rany na nadgarstkach-a zresztą rób sobie co chcesz-dokończyłam i wyszłam z kuchni.
-perspektywa Sandry
Dlaczego ja muszę tak cierpieć...Dlaczego to wszystko moja wina... I jeszcze Amanda... Co jej się stało....wiem że nie powinnam tego robić, ale nie musiała tak na mnie się wydzierać.
-nie przejmuj się-powiedziała Lena przytulając mnie
-dziękuje-odpowiedziałam odwzajemniając uścisk i poszłam do góry.
-perspektywa Leny
Amanda ma rację, ale nie musiała tak traktować Sandry. Pójdę do niej.
Weszłam do pokoju Amandy. 
Ona siedziała na łóżku i płakała. Podeszłam do niej
-Amanda co się stało -zapytałan siadając obok
-nie powinnam tak krzyczeć na Sandrę, przecież wiem jaka ona jest wrażliwa, chciałam tylko jej dobra, pójdę ją przeprosić-mówiła przez łzy
-to dobry pomysł-odpowiedziałam
-perspektywa Sandry
Weszłam do pokoju, rozpłakałam się, moja psychika już tego nie wytrzymała, spojrzałam na te rany, na zdjęcia z dziewczynami...


wzięłam torbe, zapakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, wyszłam na balkon, i zeszłam na ziemię, przebiegłam przez trawnik i wyszłam na ulicę. Przeszłam przez światła i ruszyłam w niewiadomą stronę.
Co ze mną będzie gdy Don mnie odnajdzie, przecież on mnie zabije..., gdzie ja się teraz ukryję...-myślałam
-perspektywa Amandy
Weszłam z Leną do pokoju Sandry
-Sandra bo ja chciałam....-przerwałam gdy zobaczyłam że nikogo nie ma.
-gdzie ona jest?-zapytałam Leny
-zobacz kartka-mówiła Lena biorąc mały papierek do rąk
"Dziewczyny, przepraszam.Kocham was.Wasza Sandra..."-odczytała Lena
Ja usiadłam na łóżku i się rozpłakałam
-to wszystko moja wina...-mówiłam przez łzy
-Amanda, przestań, znajdziemy ją-pocieszała mnie Lena
Nagle ktoś zawołam z dołu.
Zeszłyśmy na dół, to był Bob
-dziewczyny szef was wzywa, a gdzie Sandra-pytał
-niewiemy-odpowiedziała Lena
-ale jak to nie wiecie?-pytał zdiwiony Bob
-zobacz-podałam mu kartkę od Sandry
-ale jak to, co jej odbiło, przecież jak Don ją znajdzie to będzie po niej-mówił zdenerwowany szofer-dobra jedziemy do biura-dokończył cichym głosem

wtorek, 23 lipca 2013

ROZ.2 :)

Obudziłam się rano spostrzegłam, że jestem w salonie na fotelu, ale Amandy i Leny nie było.
Wstałam, wyciągłam ręce do góry w geście rozciągania się, przetarłam oczy i ruszyłam do kuchni.
-Hej, co jest?-zapytałam widząc zdenerwowane dziewczyny.
-Don(nasz szef) nas wzywa-mówiła Lena stukając nerwowo palcem o stół
Ktoś wszedł, dziewczyny pospiesznie wstały, to był nasz drugi szofer Bob, on był jedyną osobą którą lubiałyśmy w show-biznesie. On nam pomagał, wspierał.
...
-dziewczyny nie martwcie się, wszystko będzie dobrze-pocieszał nas gdy dojechaliśmy pod biurowiec
-dziękujemy-powiedziałyśmy równocześnie
Weszłyśmy do ogromnego budynku
-dzień dobry-powiedziała niska brunetka w okularach siedząca za biurkiem-pan Don prosi was do biura-mówiła wstając po stertę papierów leżących na szafce
Ruszyłyśmy pełne obaw w stronę biura.
Wkońcu stanęłyśmy przed czarnymi drzwiami. Amanda zapukała
-Wejść!-dobiegł gruby, przerażający głos zza drzwi, które otworzyłam
-o, dzień dobry panie, proszę sobie wygodnie usiąść-mówił wysoki, umięśniony facet, wskazując na pobliskie krzesła.
-A więc tak...-zaczął, spojrzał na nas-nie stresujcie się tak-dodał widząc nasze zdenerwowanie
-A więc tak, mam dla was niespodziankę, to będzie rozgłos -mówił zapalając papierosa
-taa, rozgłos, znowu jakieś kłamstwa o nas-powiedziałam unosząc głos
-coś ty powiedziała? Dziewczyny wyjdźcie, a Sandra zostanie-mówił Don gasząc papierosa
Amanda i Lena spojrzały na mnie ze współczuciem w oczach.
-Słyszycie! Wynocha! Już!!!-wykrzyczał, aż mnie przeszły ciarkiDziewczyny wyszły, wiedziałm że będzie ze mną źle, bo za każdym razem gdy mu się przeciwstawiłam to mnie bił, ale za co? Za prawdę?
Ja stałam już przy ścianie, Don podszedł do mnie:
-Sandra, ty już mi zawadzasz, masz talent, ale się buntujesz,wiesz co by było gdyby nie ja?-mówił z uśmieszkiem na twarzy
-gdyby nie ty to bym była szczęśliwa-powiedziałam zanosząc się łzami
Don uniósł rękę
-no uderz mnie!no uderz jak zwykle!-powiedziałam już płacząc
On się chwilę zastanowił po czym uderzył mnie w policzek
-Tak!Tego chciałaś!? To proszę-podwinął rękawy białej koszuli, chwycił mnie swoimi łapskami za gardło, przycisnął do ściany i zaczął dusić
-zapamiętaj, nigdy więcej! nigdy!!! a teraz się wynoś!!-powiedział pełen złości, rzucając mnie na podłogę.
Doczołgałam się do drzwi, podniosłam się z ziemi i wyszłam, moim oczom ukazało się 5 chłopców. Po chwili podbiegły do mnie dziewczyny
-oh, Sandra, nie było warto
-ja mam już dosyc! nie chcę tak żyć!-mówiłam ocierając łzy.
Całej sytuacji przyglądali się chłopcy, następnie jeden z nich do nas podszedl
-dziewczyny wszystko w porządku?-zapytał chyląc się ku mnie
-Nic nie jest w porządku! A ty nie udawaj, pewnie jesteś kolejnym pupilkiem Dona i jesteś taki sam jak on!Odejdź stąd!-wykrzyczałam mu prosto w twarz, po czym stanął jak osłupiały
-no, ok, chciałe tylko pomóc....co za ludzie-odszedł do swoich kolegów
Po chwili przyszedł drugi z nich
-przepraszam za kolegę, jest bardzo porywczy, a tak wogóle Louis jestem, a tamten to Harry-chłopak podał Amandzie i Lenie dłoń, miał zamiar mi, ale ja wstałam z krzesła i odeszłam, a dziewczyny za mną.-perspektywa Harrego
Gdy te dwie dziewczyny wyszły z biura bardzo mi się spodobały, ale gdy wyszła ta blondynka to jeszcze bardziej.
Widziałem że płakała, więc chciałem pomóc, ale jak widać nie przypadłem jej do gustu.
-ej Harry!!!-wyrwał m ie z zamysłu znajomy głos, to był Liam
-tak o co chodzi?-zapytałem zdziwiony
-a ty co o tym myślisz-zapytał Louis
-yyy, ale o czym?-nadal niewiedziałem o co chodzi
-no co myślisz o tych dziewczynach, i jeszcze jedna płakała-wytłumaczył mi Zayn
-aaa no dziwne-odpowiedziałem, nadal myśląc o tamtej dziewczynie-Sandra!-wykrzyczałem z uśmiechem na twarzy
-Harry uspokój się, co znowu Sandra? Co ci?-pytał zdziwiony Liam
-ta dziewczyna...nooo, ta blondynka...ta która płakała, miała na imię Sandra
-no tak...co z wiązku z tym-pytał Louis
-no przynajmniej mamy jakiś trop-tłumaczyłem im
-ale jaki trop-zadawał pytania Louis
-no Harry ma rację, tej dziewczynie może dziać się krzywda, nie możemy tak tego zostawić, a przynajmniej wiemy jak ma na imię-potwierdził Niall.
Naszą rozmowę przerwał facet wychodzący zza czarnych drzwi, zapraszający nas do środka.

ROZ.1 :)

Już po kolejnym koncercie, już nie mam siły. Niektórzy myślą że sława jest szczęściem, ma się pieniądze i można robić wszystko na co się ma ochote. A tak naprawdę, wcale tak nie jest. Jesteśmy uzależnieni od innych, musimy się im podporządkowywać. Ludzie myślą że sławne osoby są szczęśliwe, bo takich ich widzą w różnych brukowcach, a gdyby znaleźli się na naszym miejscu, zobaczyliby, że to życie jest pochmurne, codziennie tony alkocholu, narkotyków, samookaleczanie się, nawet myśli o samobójstwie. Albo nas do tego zmuszają, albo robimy to dobrowolnie, bo kto by wytrzymał z tyloma nakładami pracy. Jesteśmy tylko zarobkiem dla innych ludzi, nikogo nie obchodzą nasze uczucia, życie prywatne. Właśnie "życie prywatne", my sławne osoby nie wiemy co to jest, nie poczuliśmy tego smaku.
Nie możemy spotykać się z ludźmi z innego otoczenia.
Ja się boje sławy, oczywiście kocham moich fanów,
 ale nasz szef, to prawdziwy tyran. To jemu musimy być posłuszni.
-Sandra o czym tak myślisz?-wyrwała mnie z zamysłu Amanda
-o naszym życiu, ono zostało sprzedane...-mówiłam spoglądając na setki błyskających lamp aparatu zza okna samochodu
Szofer zatrzymał się przed "naszym" domem.
Odprowadził nas do drzwi i ustawił kod. (Właśnie kod, kolejny dowód na to że niemamy własnego życia).
Lena i Amanda upadły wykończone na kanapę, ja natomiast pobiegłam do łazienki, zmyłam tonę makijażu i przebrałam się w normalne ciuchy.
Wogóle nie rozumiem dlaczego na koncert mamy  być pod taką toną makijażu i w takich szykownych ubraniach. Wygląda się w tym jak jakaś ******(pozwólcie że nie dokończe.)Zeszłam na dół i zobaczyłam moje dwie przyjaciółki, które już spały na kanapie.I pomyślałam jakie było nasze życie przed sławą. Przed oczami miałam wspomnienia, kiedy rozpierała nas energia, kiedy miałyśmy SZCZERY uśmiech na twarzy.Kiedy nie miałam tych blizn na nadgarstkach, a teraz....
Wspomniałam też mojego byłego chłopaka Adriana, nasze wspólne chwile, oraz słowa "będę ci przeszkadzał w robieniu kariery", i już go nie zobaczyłam.
Gdyby on teraz wiedział co ja teraz czuję..., ale napewno bawi się teraz z innymi dziewczynami.
Moje uczucie co do niego nie wygasło. Jeszcze jest mała iskierka, ale z biegiem czasu ona też zniknie.
Wyrwałam się z zamyśleń i włączyłam tv. Ale tam też nie obyło się bez docinków i komentarzy. Już na sam początek wrzucili nasze zdjęcia z nagłówkiem "słynne dziewczyny z "One Chance" pod wpływem alkocholu czy narkotyków?"
Miałam już dość, odrzuciłam pilota na drugi fotel.

WPROWADZENIE :)

SANDRA

AMANDA

LENA

Te trzy dziewczyny należą do słynnego zespołu

"One Chance"

Myślały ,że kariera da im szczęście.

Czy to prawda?

Czy raczej nie?

Przekonacie się sami...